poniedziałek, 25 lutego 2013

"Pamiętasz jak...?"

Pamięć to dziwna rzecz. Wydaje nam się, że obraz wspomnień, który przechowujemy w głowie, jest tym właściwym, podczas gdy może być jedynie jego skrzywionym odbiciem. Tego się nie dowiemy, póki nie przyjdzie nam ochota na grzebanie w przeszłości. W przenośni i dosłownie.
Sięgnęłam dziś po zeszyt, który nabyłam 6 lat temu. Co prawda od dłuższego czasu pozostawał w zasięgu mojego wzroku, ba, na wyciągnięcie ręki, jednak nie przyszło mi do głowy, by do niego zajrzeć. Na przestrzeni tego okresu wydarzyło się bowiem wiele rzeczy, a nie wszystkie okazywały się być miłe. Tak bywa.
Sama pamięć o tym, co przyniosło ze sobą te 6 lat w jakiś sposób sprawiła, że zeszyt był przeze mnie automatycznie ignorowany. Ot, kolejna pozycja na i tak zatłoczonej półce z książkami.
Przerzuciłam parę kartek, a następnie wnikliwie przeczytałam wszystko, co notowałam. I tu samej sobie muszę pogratulować. Inaczej nie mogłabym skonfrontować moich wspomnień z rzeczywistością.
Nie było tak źle.
Powiem więcej.
Było dobrze.
Jasne, zdarzały się gorsze chwile, czasem przeradzały się one w miesiące, ale... Myślałam, że było gorzej. Z perspektywy upływu czasu widzę, że nie tyle zachowałam w pamięci wydarzenia, co uczucia im towarzyszące. Na tej podstawie budowałam swoje podejście do wielu codziennych spraw. A nic tak nie potrafi zepsuć nastroju jak niewygodne wspomnienia, urywki rozmów, czy obrazy, które nagle wypływają nie wiadomo skąd. Robiłam to, co większość ludzi - upychałam je tam, gdzie sądziłam, że powinnam. W szufladzie z napisem "nie otwierać, bo zaboli".
Jest powód, dla którego wspomnienia wracają. Żeby to zrozumieć, trzeba powstrzymać odruch zamiatania ich pod dywan i przyjrzeć się bliżej temu, co uznajemy za niewygodne. Może nas olśni. A może dostaniemy odpowiedź na pytanie, które rzuciliśmy w przestrzeń, czekając na odpowiedź.
Albo nie stanie się nic. Zaboli. Trudno. I wrócimy do codzienności, a problem nawracających wspomnień z danego wydarzenia bądź okresu zacznie zanikać. Większa krzywda nam się nie stanie, bo człowiek inteligentny powinien sam dojść do wniosku, że to co było i minęło, prawdopodobnie już nie wróci, więc nie ma po co sobie zawracać tym głowy. A tym bardziej zamęczać się i resztę życia spędzać na budowaniu pomnika ofiary, która nie może wyjść z cienia przeszłości.
Zawsze można też z rozbawieniem i sentymentem spojrzeć na to, kim się było i porównać z chwilą obecną. Według wszelkiej logiki teraźniejszość powinna wyjść na plus. Jeśli jest inaczej - coś poszło nie tak. I trzeba ten problem naprawić. Bo jeśli wspomnienia dawnych przekonań, marzeń i celów nie sprawią, że nabierze się odwagi, by zacząć się spełniać i wrócić do kiedyś obranej drogi, to pod koniec życia możemy winić tylko i wyłącznie siebie. Bez usprawiedliwiania się czynnikami pobocznymi.
Życie nie jest łatwe. Nie zawsze jest przyjemnie. O to chodzi. Gdyby było inaczej, sukces straciłby swoje znaczenie. Wszyscy ludzie byliby spełnieni. I byłoby nudno. Szczęśliwie, ale nudno i monotonnie.

"Czasem chcielibyśmy coś zrobić, ale zwyczajnie brak nam odwagi. Boimy się. Ludzka największa wada: strach przed działaniem."


niedziela, 24 lutego 2013

A gdyby tak...

Trudno powiedzieć, jaki warunek musi spełniać czynnik, który po pewnym czasie okazuje się być tym decydującym. Jeszcze trudniej wyłapać moment jego nastąpienia.
 I tu zaczyna się cała zabawa.